poniedziałek, 12 września 2016

Co się stało z Capall Marą?

Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad sensem pisania tego posta. Jednak uznałam, że warto. Dla Was - moich wiernych podglądaczy oraz dla siebie - potrzebowałam pewnego rodzaju oczyszczenia (które nie należy mylić z tłumaczeniem się). Dziś nie pojawi się nić nowego z handmadów - jedynie moje słowa, które mogą się okazać przydługim wywodem. Jednak jeśli chcecie wiedzieć co stało się Capall Marą to zapraszam do przeczytania - jeśli macie siłę ;).

Jak widać od ponad roku na blogu nie pojawiło się nic nowego. Nie zmienił się także wygląd, nie doszły zakładki, a moje Etsy świeci pustkami. Trudno jest także dobić się do mnie poprzez e-mail czy wiadomość na FB. Ale dlaczego to wszystko?

Odpowiedź może być prosta: życie. Ale że handmade przestał mnie bawić? Poniekąd tak...

Ponad rok temu zaczęło trochę zmieniać się moje życie - jak się zapowiadało - na lepsze. Zaczęłam pracować w super firmie i to w swoim zawodzie, co w naszym kraju można uznać za szczęśliwy traf lub za gwiazdkę z nieba. Rozwinęłam swoje umiejętności i do dziś pośpieszam truchcikiem do biura, aby realizować nowe ciekawe projekty. Okazało się jednak, że to zaczęło stanowić pewną przeszkodę dla moich projektów domowych, handmadowych... Praktycznie z dnia na dzień mój rozkład dnia stał się uporządkowany. Niektórzy powiedzą: co w tym dziwnego? Otóż jako osoba chaotyczna i delikatnie mówiąc bałaganiarska, miałam problem z ułożeniem sobie planu na dzień. Większość rzeczy zawsze powstawały "w locie", nagle i nigdy nie wiedziałam do końca na co i ile czasu poświęcę. Muszę wam powiedzieć, że to lubię. Uważam nawet za mega kreatywne. Jednak właśnie życie i samorealizacja w innych dziedzinach niż filc wymagała ode mnie pewnej zmiany planów...

Na początku starałam się - serio. Szyłam, dziergałam, dbałam o kontakt z Wami, robiłam wysyłki i cieszyłam się z każdej wysłanej paczki do Was (to zawsze było najfajniejsze ;) ). Ale z czasem zaczęło mi brakować sił. Nie wyrabiałam się z terminami czym zaczęłam naużywać Waszą cierpliwość. Aż mi trudno to powiedzieć, ale Capall Mara stała się... nieprofesjonalna

Był to dla mnie pocisk, który sprawił, że Capall Mara ucichła. Nie chciałam Was ciągle zwodzić i obiecywać, że wymarzona rzecz dojdzie na czas - to było nie w porządku.
To samo dotyczy realizacji nowych projektów. Zabrakło na nie zwyczajnie czasu oraz często też mojej siły fizycznej. Wiele projektów wisi w powietrzu i czeka, aż się za nie wezmę. No właśnie czeka...

Teraz moglibyście zadać pytanie: to przez ponad rok się nie ogarnęłaś? Heh, ciągle mnie to zastanawia, co było do końca powodem dlaczego Capall Mara przestała dawać znać o sobie.

Na pewno znaczenie miało pewne zdarzenie. Minęło od jego momentu i już sporo czasu - ponad 5 miesięcy, jednak nadal mam dni, że trudno jest mi się z tym pogodzić. Jeśli mieliście dzień pełen smutku, żalu i rozczarowania to wiecie, że takie dni nie znikają z pamięci nigdy i potrafią wracać w myślach jak bumerang. 
Mój pies - znany na blogu jako przeszkadzajka projektowana - niestety jest już w krainie wiecznych łowów. Był ze mną 13 lat - pół mojego życia - dlatego bardzo mocno przeżywałam jego odejście. Chyba nie chce więcej się rozpisywać na jego temat, bo zaraz znowu moje oczy będą się zachowywać jak przy krojeniu cebuli. Niemniej jednak chciałam abyście wiedzieli, że miało to spory wpływ na ciszę ode mnie.
Trudno robić coś co cieszy, kiedy szczęście Cię opuściło.

Niemniej jednak, nie potrafię żyć bez futrzastego przyjaciela i w domu pojawił się kolejny - jak się okazało - mający dosyć destrukcyjny wpływ na projekty...


Ale że już zapomniałam o starym przyjacielu? Nigdy. Mam nadzieję, że większość Was to zrozumie - zwłaszcza Ci co mają i kochają zwierzęta. Amadis był moim pierwszym, wyczekanym wręcz psem. Wszystkich naszych przeżyć nie da się zapomnieć. Po prostu nie da.
Co nie zmienia faktu, że małego Młotka kocham równie mocno i na pewno przeżyjemy nie jedną przygodę. 

Ehh... no i ktoś kroi cebulę. Obawiałam się, że tak będzie. 

Na razie jednak Mały jest bardzo absorbującym pochłaniaczem czasu... Dlatego też nawet gdy zaczęłam się już ogarniać, nic nowego się nie pojawiło. Jednak w mieszkaniu już widać małe przebłyski jakby maszyna zeskoczyła. Ostatnio zrobiłam torbę z materiału z własnym wzorem (jakoby szewc bez butów nie chodził) oraz w kącie leży naszyjnik do skończenia.

Mój Paskud jest bardzo dobrym wspieraczem. Nie zawsze ma siły, aby walczyć z moim ciężkim charakterem, jednak cały czas tu jest. Zatem pewnie mnie kocha. Dziękuję!

Co teraz?
Chciałabym wrócić do handmadowania, do pomysłów, do wysyłania paczek. Naprawdę! Bardzo mi tego brakuje. Jednak na razie jeszcze będę musiała poczekać. Nic na łapu capu, bo okaże się, że będzie to jak zapalona zapałka - szybko się zapali i szybko zgaśnie.
Dlatego postanowiłam, że będę się starać odświeżyć bloga nowymi postami. Może rzadziej, ale nie będzie czuł się opuszczony i zapomniany :). 

Co z zamówieniami?
Muszę Was niestety rozczarować.. W najbliższym czasie będzie możliwości zamówienia u mnie notesów, plecaków i innych cudaków. Wynika to z rzeczy opisanej powyżej - nie chce Wam obiecywać wymyślonych terminów, których mogę nie dotrzymać. Nie chciałabym Was rozczarowywać - i siebie z resztą też. Na razie ten temat zostaje zawieszony w powietrzu. Nie wykluczam jednak, że na Etsy sporadycznie mogą pojawiać się rzeczy do zdobycia. Będą to raczej pojedyncze sztuki. Jeśli, ktoś będzie zainteresowany nabyciem to zapraszam do uważnego obserwowania sklepiku.

Na koniec chciałabym Was bardzo przeprosić. Piszecie do mnie dużo wiadomości - przede wszystkim z pytaniami o rzeczy, ale są także e-maile chwalące co niewątpliwie dodaje skrzydeł. Przepraszam Was za moją ciszę, za moją gburowatość i opieszałość w odpisywaniu. Mam tylko nadzieję, że nikogo zbytnio nie uraziłam. Obiecuję poprawę.

Uff... trochę zeszło z mojej głowy.  Może nikt nie przysnął w połowie i dotarliście do końca.
Zatem to właśnie działo się z Capall Marą, kiedy jej nie było. Jak się okazało jest ona tylko zwykłym człowiekiem ;).

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dotarłem do końca,było ciekawie i jakże życiowo. Jaka sama napisałaś - Twoje życie zmieniło się i to na lepsze. Bardzo fajnie,tylko,że idealnie raczej nigdy nie może być. Realizujesz się zawodowo,ale nie dajesz rady zajmować się pasją,co jest zrozumiałe zwłaszcza biorąc pod uwagę tą Twoją chaotyczną naturę. Pocieszające jest zawsze to,że przecież nie jest powiedziane,że nie możesz wrócić do tworzenia. Tylko będzie to pewnie wymagało trochę poświecenia jakim powinny być choć delikatne (początkowo) próby planowania. Łatwo pewnie nie będzie,ale im bardziej będziesz tęskniła za robieniem tego co lubisz tym więcej siły i motywacji będziesz miała. Bardzo dobrze wiem jak działa natura,które nie uznaje planowania a lubi "spontan,znam to z własnego życia. I głównie na podstawie tego mogę powiedzieć,że stety lub niestety ale coś kosztem czegoś. A jeśli to "coś" jest bardzo wartościowe to i koszt przełamania natury nie jest tak bardzo odczuwalny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń